Film „Broad Peak” – garść wrażeń

To nie będzie recenzja

Na początek powinnam coś wyjaśnić – nie mam wiedzy, kompetencji i zwyczajnie „oblatania w temacie”, żeby pisać pełnoprawną recenzję filmu. To, co tutaj przeczytacie, to garść wrażeń i przemyśleń. Jeśli coś ważnego w tym wpisie umknie, jakiś aspekt pozostanie nieporuszony, chętnie przeczytam o nim w komentarzu. W żadnej ocenie nie czuję się alfą i omegą, ale tutaj szczególnie chciałam to zaznaczyć.

No to o filmie

„Broad Peak” w reżyserii Leszka Dawida opowiada historię zimowych zmagań Macieja Berbeki z tytułowym szczytem. Tych z 1988 roku i tych z roku 2013. Pomysł na wybór historii, moim zdaniem, doskonały.

A realizacja?

Od strony wizualnej i dźwiękowej uważam, że też. Ujęcia górskie są świetne, czasem przytłaczające ogromem, czasem minimalistyczne, ale budujące wrażenie autentyczności i przede wszystkim dające silne wyobrażenie, co człowiek może w Himalajach przeżywać. W scenach samotnej walki Berbeki o przetrwanie w jamie śnieżnej, huk wiatru w połączeniu z muzyką tworzył genialne wrażenie, jakby to sama góra grała.

Sceny obyczajowe, dla kontrastu, zrealizowane są prosto, z urokiem, bez szukania udziwnień. To wszystko do mnie trafia. Trochę trudno było mi się przyzwyczaić z początku do wyboru aktorów (zwłaszcza do Łukasza Simlata jako Krzysztofa Wielickiego), ale ich gra tworzyła spójne, wiarygodne postaci, więc ten problem szybko znikał.

Jak natomiast wypadły rozwiązania fabularne?

Idąc na film obawiałam się, że twórcy mogli pójść w kontrowersje. W końcu wokół obu wypraw ich nie brakowało. Na szczęście moje obawy się nie sprawdziły.

W przypadku wyprawy z 1988 roku skupiono się przede wszystkim na potędze góry i emocjach bohatera związanych z walką o szczyt i o życie, chwilowym szczęściem i wielkim rozczarowaniem oraz żalem. Skandal i konflikt w środowisku zostały jedynie krótko zasygnalizowane.

Zakończenie natomiast jest wręcz ascetyczne. W filmie „Broad Peak” nie znajdziemy próby rozliczania członków wyprawy z 2013 roku ani nawet hipotetycznego obrazu tego, co przeżywali w trakcie zejścia. Jest tylko melancholijny obraz okupionego strasznym wysiłkiem sukcesu i… cisza, a po niej bardzo sugestywne, archiwalne nagranie. I choć niektórym może w tej końcówce brakować hollywoodzkiego dramatyzmu (sporo go mamy w początkach filmu), to dla mnie była ona w sam raz.

Zabrakło mi natomiast pokazania górskiego życia Macieja Berbeki pomiędzy rokiem 1988 a 2013. W obecnym kształcie „Broad Peak” buduje wrażenie, jakby główny bohater przez 25 lat był ojcem rodziny, gotującym i grającym w siatkę na plaży, który nagle decyduje się ponownie rzucić na Broad Peak. Wprawdzie w krótkiej scenie konferencji Krzysztof Wielicki wymienia jego inne dokonania, ale jest to jedynie mgnienie. Oczywiście pokazanie ludzkiej, rodzinnej twarzy himalaisty ma swoją dużą wartość i jest dla tej historii niezbędne, ale skupienie się wyłącznie na tym (w środkowej części filmu) tworzy, moim zdaniem, pewną pułapkę.

Ktoś, kto historię Macieja Berbeki zna, na pewno w nią nie wpadnie. Film jednak wchodzi na Netflixa i zakładam, że adresowany jest także do odbiorcy, który o himalaistach nie wie prawie nic. Obawiam się, że w głowie takiego odbiorcy „Broad Peak” może pozostawić obraz Macieja Berbeki jako dramatycznej postaci, która wiedziona emocjami rzuciła wyzwanie górze nie będąc do tego przygotowana, będąc zwyczajnie zasiedziana w domu itd. Taka interpretacja jest niewłaściwa i powierzchowna, ale moim zdaniem można było w ogóle uniknąć jej ryzyka, dodając jakąś scenę dobitnie pokazującą, że bohater zrezygnował z wypraw narodowych, ale nie z działalności górskiej.

Mogłabym jeszcze ponarzekać trochę na cukierkowy obraz związku Berbeków i spadki dynamiki w filmie, ale te aspekty wydają mi się mniej istotne. Rozumiem cel przedstawienia miłości Macieja i Ewy w taki a nie inny sposób i myślę, że nie psuje on filmu. Podoba mi się, że twórcy podeszli do swoich bohaterów z szacunkiem i delikatnością.

Niezależnie więc od pewnych mankamentów scenariusza, gorąco zachęcam do obejrzenia „Broad Peak”. Jeśli macie możliwość, to zróbcie to w kinie, bo zdjęcia zasługują na duży ekran, a efekty dźwiękowe na porządne nagłośnienie.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.